» Umysł i Kultura
Umysł i Kultura
To co poniżej postaram się wyłożyć jest moim subiektywnym odczuciem i zarazem teorią na temat kultury takiej, jak ją widzę w tej chwili; w żaden sposób nie powinno to być traktowane poważnie ani systemowo, gdyż dalej będę wyraźnie podkreślał, że wszelkie wypowiedzi o charakterze werbalnym są zakotwiczone w świecie zjawisk, gdzie nie ma mowy o żadnej ostatecznej instancji, obiektywnym dyskursie czy “prawdzie odkupiającej”, tak więc nie można wyprowadzić żadnego rozwiązania formalnego, którego racja będzie się opierała na czymś innym niż na spójności wewnętrznej. To co można zaproponować w zamian, to metoda traktowania wszelkich teorii jako sposobu porozumiewania się, wzajemnego naprowadzania się na tropy, które się widziało. Tropy te jednak są tylko elementem znaczącym, który ma nam wskazać drogę do samodzielnego rozpoznania własnego doświadczenia, co uważam za warunek podstawowy, o fundamentalnym znaczeniu dla praktyki badawczej. W ramach tych wskazówek dołączyłem również część praktyczną jako jedną z wielu alternatyw, gdyż nierozdzielność teorii i praktyki zdaje mi się w nauce przyszłością i koniecznością nieodwołalną.
Kultura była ujmowana w różne definicje, mniej lub bardziej skomplikowane, mniej lub więcej wyjaśniające i szybciej lub wolniej znikające z pola widzenia. Mój opis kultury opiera się na bezpośrednim doświadczeniu istoty kultury, która nie jest wg. mnie różna od istoty umysłu.
Definiuję ją jako transmisję danych, przepływających przez nasz umysł w poszukiwaniu źródła swojego istnienia. Taka transmisja jest ze swej istoty plastyczna i zmienna, a użytkownicy w nią uwikłani ciągle ingerują w jej kształt, w świadomy i nieświadomy sposób. Z tych słów wyłania mi się obraz sieci danych, które są zawieszone w polu ludzkiej percepcji. Jest ona odbierana relatywnie, gdyż nie znajdziemy we wszechświecie dwóch takich samych stanów świadomości, od których uzależniona jest percepcja.
Różnica w poziomie i rodzaju świadomości jest przyczyną różnorodności wszelkich kultur, a więc każda kultura kreuje swoją własną transmisję, nieporównywalną wobec innych. Transmisję tą można roboczo podzielić na:
1.)Transmisję ( A )
2.)transmisję poza świadomą ( B )
3.)transmisję świadomą ( C )
4.)retransmisję ( D )
Ad.1.
Jest to rzeczywistość poza kulturowa, której korzenie tkwią głęboko w naszej prawdziwej naturze. Jako taka, jest ona bezprzyczynową przyczyną wszelkiej działalności kulturowej i dlatego musi zostać uwzględniona w refleksji nad kulturą. Czym ona jest? Nie ma na to pytanie jednej odpowiedzi, każdy musi na nie odpowiedzieć sobie sam.
Ad.2.
Jest to rzeczywistość kulturowa, poznawalna dzięki kontaktom z symboliczną częścią naszego umysłu. Jako taka, stanowi podstawę wszelkiej działalności i klasyfikacji kulturowej, to ona stanowi o odmienności kultur. Jest ona jednocześnie kluczem i bramą do poznania kultury, w niej ujawniają się nasze nawyki, mniemania oraz modele poznawania rzeczywistości. Ta część pośredniczy pomiędzy nami, a rzeczywistością; stanowi rodzaj filtra percepcyjnego, przez który jednocześnie ujawnia się kod naszego widzenia świata.
Ad.3.
Jest to rzeczywistość kulturowa, której przejrzysta banalność pozwala na objęcie jej naszym codziennym wzrokiem. Jako taka, stanowi ona wierzchnią warstwę kultury. W niej ujawniają się szczeliny zmian kulturowych, które pozwalają na śledzenie jej ciągłości w czasie, w którym jest mocno osadzona. Mówi ona bezpośrednio o tym, gdzie znajdujemy się jako grupa społeczna i z tego powodu jest silnym elementem wiążącym. Można ją utożsamić z czasem i przestrzenią fizyczną.
Ad.4.
Jest to rodzaj zredystrybuowanej części kultury, czyli tarcza, na której położyć można wszystko, co dotyczy wykorzystywania wyłomu uczynionego dzięki zmianie kulturowej. Jest to tunel, w którym idee są jednocześnie świadome i poza świadome, dzięki czemu niemy aktor uzyskuje głos. Istnieje tu rozdział jedynie na to, co możliwe i niemożliwe w danej sytuacji. Dochodzi w tym sektorze do kompensacji znaczeń już niepotrzebnych, co wywołuje automatycznie zmianę kulturową, jako taka jednak nie posiada znaczenia w sensie pozytywnym, jest to raczej rodzaj kulturowego balansu, dzięki któremu nie dochodzi do skostnienia struktur.
Te klasyfikacje mają oczywiście płynny charakter i są czysto wyobrażeniowe lecz pomagają dojść do narzędzi, bez których poznanie jakiejkolwiek kultury jest czystą mrzonką, tak więc trzeba je traktować bardziej jako “palec wskazujący na Księżyc” niż sam “Księżyc”.
Z tymi podziałami wiążą się też pewne myśli, które postaram się poniżej wyłożyć.
Przyczyną i twórcą kultury jest ludzki umysł, który jest specyficzny w swojej formie, gdyż posiada samoświadomość wiążącą go z przenikaniem bodźców intelektualnych oraz zmysłowych, które zostają natychmiast zinterpretowane czyli “odebrane jako” (przyjemne, słodkie, dobre, obce, stół, niebo, dusza itp.).Ta zdolność pobudza procesy twórcze, które są podstawą B, C oraz D. Tak więc podstawą działalności kulturowej są procesy twórcze, jak najszerzej pojęte, można by powiedzieć, że kultura jest wtedy, kiedy coś się dzieje, kiedy nic się nie dzieje, kultury nie ma. Natrafiamy tutaj na dwa problemy, jak może istnieć przedmiot kulturowy, jeśli się nie zmienia i jak możliwe jest wyłączenie dziania się. Czy ktoś zakwestionuje istnienie domu jako przedmiotu kulturowego? Chyba nie, ale niektórzy zakwestionują jego dzianie się, odkąd został już zbudowany. Ja odpowiem jednak tak, czy podlega on erozji, psuciu się, nalotom graficiarzy? Z pewnością tak, a więc wciąż się zmienia. Nie dość tego, żyje on w umysłach domowników, gdzie również podlega obróbce umysłowej. Wniosek z tego taki, że jeśli coś jest przedmiotem kultury, to podlega zmianie.
Co do wyłączenia dziania się, możliwe jest to tylko, jeśli nie będzie poruszał się umysł, którego ruch jest wpisany w każdą istotę ludzką, ponieważ nawet, jeśli nie podziwiamy pięknego obrazu czy nie myślimy o pieniądzach, to nawet we śnie pozostajemy pod wpływem kultury dzięki motywom w nim występującym.
Kiedy możliwe jest wyłączenie struktur kulturowych determinujących nasze myślenie, wyobraźnię, wzrok oraz sposób chodzenia? Kiedy pozbędziemy się czasu, przestrzeni, naszego ciała oraz umysłu…..
Nasz umysł jest przywiązany do tysiąca rzeczy, które trzymają się go jak liście drzewa, nie jest w żadnym wypadku zamkniętą, trójwymiarową strukturą; jest płynną rzeką, rzeką informacji czerpanych zewsząd dookoła, zarówno z zewnątrz, jak i z wewnątrz, właściwiej byłoby powiedzieć, że ten podział jest fikcją, gdyż jak podkreślają nauczyciele buddyjscy “nie znajdziemy nigdy granicy pomiędzy nasza skórą, a powietrzem”. Te informacje stanowią o jego istnieniu, nie da się w żadnym razie uchwycić ich wszystkich na raz, dlatego kultura musi tak naprawdę pozostać niezdefiniowana. Uchwycenie wszystkich o niej informacji jest niemożliwe, gdyż stanowiłoby to sumę wszystkich doświadczeń jednostek w niej partycypujących, jako że każda z nich ma o niej inne wyobrażenie i inaczej na nią wpływa, kształtując ją podług swoich wyobrażeń; jeżeli zaś wykluczymy obiektywizm, czyli odwołanie się do ostatecznej instancji sądu kategoryzującego, to kultura pozostaje płynna i nieuchwytna, zawsze związana z aktualnym stanem umysłu każdego z jej uczestników osobno, jak i ze wspólnym strumieniem tworzonym przez wszystkie jednostki naraz. Stan umysłu to brama, stan umysłu to zasłona.
O odrębności kulturowej stanowi specyficzny model umysłowej twórczości, a więc widzenie świata, poczucie estetyki, komfort fizyczny itp., wszystkie te atrybuty stanowią rodzaj sieci informacyjnej, której przecięciem jest sam umysł; funkcjonują one jako nitki wplecione w jeden sznur, ten sznur to kod lub model kulturowy, którego podstawą jest Transmisja jako owa niewidzialna nie struktura. Można więc paradoksalnie powiedz, że przyczyną różnorodności jest jedność doświadczenia wszystkich ludzkich istot.
Wytłumaczyć to można na kilka sposobów, ja odwołam się do metafory SIECI lub PRZESTRZENI, która istnieje jako meta-struktura odtwarzająca rzeczywistość poznawalną na poziomie kodowania. Kodowanie to sposób w jaki poznajemy rzeczywistość, jak by to określił Timothy Leary, nasza “mapa” ( należy pamiętać jednak, że “mapa to nie terytorium”); mapa ta istnieje i pobiera swoje pomiary z DNA oraz wzorów kulturowych, które także są dziedziczone genetycznie - ta mapa to nasze B. Jest to ów sznur, który multiplikuje się nieustannie dzięki działaniom kulturowym, wypełnia on tym samym pole Transmisji, która jest przestrzenią rozciągającą się w nieskończoność, ale jednak nie istniejącą w żadnym konkretnym miejscu - wymiar 0, który wg. najnowszych teorii fizycznych skupia w sobie wyjaśnienie wszystkich zjawisk, w tym znikania materii pod wpływem silnego działania pola grawitacyjnego oraz podzielność materii w nieskończoność. Dzięki temu staje się też zrozumiałe zakrzywienie czasoprzestrzeni podczas prędkości relatywistycznych, jedna z największych zagadek współczesnej nauki - czasoprzestrzeń po prostu nie istnieje. Jak jest napisane w Tao-Te-Ching: “Wszystko we wszechświecie wyłania się z Niczego. Nic- bezimienny początek….”.To niewyrażalne coś jest filarem - petros genetrix, na którym wszystkie kultury budują sensy i znaczenia, bez tego nie byłoby nic co nie pozostałoby zrobione. Przytaczając znowu Tao-Te-Ching: “Puste i pełne wzajemnie się dopełniają”.
Nie jest możliwe poznanie istoty kultury za pomocą swojego umysłu, ponieważ umysł jest samo rozpleniającą się strukturą o charakterze fraktalnym ( chaotycznym ) i zgodnie z teorią chaosu nigdy nie odnajdujemy w nim dwóch punktów o takich samych współrzędnych, ponadto jeśli podstawić pod antropologię kulturową np. teorię nieoznaczoności Heisenberga, okazuje się, że nie ma czegoś takiego jak czysty fakt, jako że wszystko co poznajemy jest efektem naszych wcześniejszych intencjonalnych założeń, przy czym założenia te nie muszą być wcale uświadamiane. Idąc śladem tych genialnych teorii fizycznych, w większości znienawidzonych w świecie nauk ścisłych, dowodzących jak prawa wszechświata są uzależnione od świata kultury czy struktury umysłu dochodzimy do pięknego, konstruktywistycznego wniosku, że nie da się poznać za pomocą kodów i struktur czy jak powiedziałby buddysta, nawyków, praw innych niż prawa kultury.
Głupio by mi było postępować jak podrzędny postmodernista i zostawiać pole na mole stwierdzając, że skazani jesteśmy na kulturę jak na więzienie i nie da się poza nią wyjść. Po pierwsze, nie da się wyjść poza coś co nie istniej nigdzie indziej tylko w naszym umyśle, poza coś co jest naszym wyobrażeniem. Taka szarpanina jest przez mistrzów ZEN porównywana do błagania o łyk wody nad brzegiem rzeki, a więc jeśli nie musimy poza nią wychodzić, bo nie istnieje, to znaczy, że nie jesteśmy na nią skazani. Sceptycy jednak odezwaliby się w te słowa: “Czy nie używa pan kubków do picia herbaty lub nie czyta pan gazet? Ależ oczywiście, pan też jest tu upupiony”. Kłopot polega tutaj na odmiennym rozumieniu stanu UWIĘZIENIA; dla mnie wszelki stan, czy to fizyczny, czy psychiczny jest stanem UMYSŁU, a więc zachowując odpowiedni stan umysłu powodujemy, że pewne rzeczy pojawiają się lub znikają zgodnie ze swoją kolejnością, nie wpływamy na nie, ani się do nich nie przywiązujemy, przez co rzeczywistość, w której żyjemy podlega transformacji. Natomiast dla zwolenników rzeczywistości czterowymiarowej - pięciozmysłowej o realności rzeczy stanowią ich umysłowe odbicia, których natura jest stała i jednorodna zgodnie z nabytą w ciągu wieków logika arystotelesowską, która sformułowana została jako sąd aprioryczny. Sposobem dla naturalnego poznania płynności wszelkiej rzeczywistości jest naturalny umysł, czyli pozbawiony opinii i nawyków zaciemniających rzeczywistość TAKĄ JAKĄ JEST. By to osiągnąć należy go oczyścić z brudu i kurzu. By bardziej uwydatnić tą jego cechę jest on w ZEN porównywany do lustra, które należy utrzymywać w czystości. Chciałbym tu przytoczyć jedną z charakterystycznych dla ZEN anegdot, która porusza właśnie sprawę zanieczyszczenia umysłu wątpliwościami i opiniami:
Nan-in, japoński mistrz żyjący w epoce Meji ( 1868-1912 ), przyjmował profesora Uniwersytetu, który przyszedł, żeby dowiedzieć się czegoś o ZEN.
Nan-in przygotował herbatę. Napełnił już gościowi filiżankę, ale ciągle jeszcze nalewał.
Profesor przyglądał się temu, aż w końcu nie mógł się już dłużej powstrzymać i powiedział:- Przelałeś. Więcej już się nie zmieści!
Jesteś jak ta filiżanka - rzekł Nan-in - pełen opinii i domysłów. Jak mam pokazać ci ZEN, jeśli najpierw nie opróżnisz filiżanki?
Ta krótka przypowieść mówi nam o jednej bardzo prostej rzeczy, że produkujemy nieustannie setki opinii, wątpliwości, sądów, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością, ponieważ to one ją nam właśnie zasłaniają.
Jedynym wyjściem z tego impasu jest trening psychiczny, który musi doprowadzić nas do pozbycia się sztucznych podziałów tj. wewnętrzne - zewnętrzne, dobre - złe, ładne - brzydkie, przyjemne - nieprzyjemne.
Pomocą jest tu medytacja ( w ZEN nazywana zazen, czyli medytacja siedząca ), podczas której umysł śledzi jeden punkt, w którym skupia się cała świadomość obserwatora by przekraczając metaforyczny “drugi brzeg rzeki” po prostu się wypalić i zgasnąć. Następuje wtedy załamanie się granic umysłu, który objawia się w swojej Pustce rozchodząc się na cały Wszechświat, który w ZEN również jest nazywany Umysłem ( Buddy ).
Antropologowie bardzo często zapominają o jednej rzeczy, że analizując kulturę, w której żyją, jednocześnie w niej istnieją i ją tworzą, nie maja więc najmniejszych szans na dojście do tzw. prawdy obiektywnej. Tyczy się to w równym stopniu naukowców analizujących kultury “obce”, którzy wkraczając nawet mentalnie w pewien rejon wnoszą do niego swój bagaż; ludzi takich Hakim Bey porównuje do “turystów na pikniku obładowanych swoim własnym jedzeniem”, co wydaje mi się bardzo trafne, bo oddaje bardzo obrazowo zaborczość ludzkiego umysłu oraz zdolność tworzenia instynktownie nowych sensów. Zgodnie z opisanym powyżej prawem rozplenienia działalność ta jest tyle świadoma, co nieświadoma i właściwie ciężko by się było, zgodnie ze wskazówkami Mircei Eliadego cofnąć in illo temporedo mitycznych początków tego procesu, gdyż ten nie ma ani początku ani końca ( pozwolę sobie na nie rozwijanie tutaj tego wątku ).Żeby znowu przytoczyć genialnego fizyka, Jacka Saraffatiego: ” Najpierw trzeba zdać sobie sprawę jakimi zjawiskami są Czas i Przestrzeń”. Te dwie kategorie ludzkiego poznania, złożyły się na obraz rzeczywistości kulturowej, w której bytujemy od jakichś 2000 lat, wcześniej widziano świat inaczej, a przedtem jeszcze inaczej. Tak można by zajrzeć do ostatniej dziury, a istota kultury i tak pozostałaby dla nas “statkiem widmo”, ponieważ analizując daną kulturę zawsze analizujemy tylko jej obraz jaki wyłonił się nam po wielu odrzuconych teoriach i wielu transgresjach intelektualnych. Dlatego też w pustej przestrzeni rozmawiają ze sobą tylko głosy, które mieszając się ze sobą tworzą polifoniczną symfonię, my zaś tak ją słyszymy w jakiej odległości od mniemanego źródła dźwięku się akurat znaleźliśmy. Wszystkie interpretacje i opinie są równouprawnione, w pustej przestrzeni nie ma bowiem naszych czterech wymiarów, które pomogłyby nam nałożyć odpowiednie okulary na naszą percepcję. Częściowo znoszą się one wzajemnie lub częściowo wspomagają, toczą swoistą “wojnę informacyjną”, jak pisze Rushkoff. Jedne giną, drugie przekształcają się, gdzieś z boku rodzą się nowe, nigdy przestrzeń nie może być pusta. Podstawmy pod tą metaforę Synopticon, który wg. Baumana jest następcą obowiązującego do niedawna modelu panoptycznego, gdzie władza była centralnym filarem spajającym losy i pragnienia jednostek, zawsze widoczna, zawsze realizująca swoje obowiązki; jest to model, który zakład niewidoczność i nieoczywistość instytucji władzy, można by rzec rozpuszczenie jej w krwiobiegu jak w powieściach geniusza tak literatury, jak i filozofii Philipa K. Dicka. Model ten czyni człowieka ufnym i szczęśliwym dopóki odpowiednia dawka narkotyku jest w krwiobiegu, daje bezpieczeństwo za cenę świadomości oraz szczęście za cenę alienacji, fluid ten tworzy ludzkie ściany międzykomórkowe wypełniając swoją obecnością każdą czynność, każdą myśl, jest doskonałym ziszczeniem paranoicznych teorii spiskowych. Karze nie każąc i daje wolność nie ujawniając. Ta współczesna metafora naszej cywilizacji dała o sobie znać w filmie “The Matrix”, w którym ludzie podłączeni do interaktywnej symulacji, którą uważają za rzeczywistość są wykorzystywani przez roboty o sztucznej inteligencji jako źródło energii. Wizja ta o tyle straszniejsza, że będąca metaforą naszej cywilizacji pokazuje ludzi jako bezwolne stado baranów znajduje ujście w słowach komputerowego agenta strzegącego porządku w Matrixie, który mówi:” Znalazłem w tym świecie organizm, który postępuje wg. tych samych wzorów co człowiek - to wirus. Jesteście zarazą.” Przypomina to słynne słowa Williama S. Burroughsa: ” Język to wirus przysłany z kosmosu”. Jaki to ma związek? Być może żaden, ale gdzieś na granicy świadomości tli się przypuszczenie, że niektóre analogie zachodzące między człowiekiem, a jego wytworami wykazują przejrzystość tak dużą, że być może na pewien czas mogą stać się prawdą……….
Conradino Beb
![[del.icio.us]](http://sao.art.pl/wp-content/plugins/bookmarkify/delicious.png)
![[Digg]](http://sao.art.pl/wp-content/plugins/bookmarkify/digg.png)
![[Google]](http://sao.art.pl/wp-content/plugins/bookmarkify/google.png)
![[LinkedIn]](http://sao.art.pl/wp-content/plugins/bookmarkify/linkedin.png)
![[StumbleUpon]](http://sao.art.pl/wp-content/plugins/bookmarkify/stumbleupon.png)
![[Windows Live]](http://sao.art.pl/wp-content/plugins/bookmarkify/windowslive.png)
![[Yahoo!]](http://sao.art.pl/wp-content/plugins/bookmarkify/yahoo.png)
![[Email]](http://sao.art.pl/wp-content/plugins/bookmarkify/email.png)



